Zastanawiasz się pewnie po raz kolejny, dlaczego pomimo godzin spędzonych na przeglądaniu profili, setek przesunięć w prawo i dziesiątek rozmów, które zaczynały się obiecująco, wciąż lądujesz w tym samym punkcie. Punkt ten charakteryzuje się specyficznym uczuciem: zmęczenia, niedosytu i nierozumienia. Kolejna randka okazuje się klonem poprzednich, tyle że w nieco innym opakowaniu. On lub ona jest czarujący, zabawny, ale po kilku tygodniach okazuje się zdystansowany, niepewny, lub po prostu znika, zostawiając cię z poczuciem, że znowu coś zrobiłeś nie tak. W tym samym czasie twoja koleżanka z pracy, która nie przywiązuje tak wielkiej wagi do detali, poznaje na tym samym portalu kogoś wartościowego i po roku planuje ślub. Pytanie zadawane w ciszy własnej głowy, albo podczas wieczoru płaczu w poduszkę, jest zawsze to samo: dlaczego to ja ciągle wybieram niewłaściwe osoby? Odpowiedź, jak to zwykle bywa w kwestiach serca, jest złożona i wielowarstwowa, ale nie ma w niej nic z przypadkowości ani pecha.
Zacznijmy od fundamentalnego i często pomijanego faktu: to nie przypadek, że wybierasz tych, a nie innych. Wybór, nawet jeśli wydaje się intuicyjny i spontaniczny, jest zawsze głęboko uwarunkowany. Portale randkowe, w swojej masowej, uproszczonej formie, działają na zasadzie atrakcyjności powierzchniowej. Oceniamy zdjęcia, krótkie opisy, pierwsze frazy. Jednak to, co przyciąga nasz wzrok i co wywołuje w nas ciepło w brzuchu, nie jest przypadkowym produktem algorytmu. To, co widzimy jako atrakcyjne, jest często odbiciem naszych najgłębszych, często nieuświadomionych schematów. A więc pierwszym i najważniejszym krokiem do zmiany tego błędnego koła jest zrozumienie, że źródło problemu nie leży w portalach, nie w złym doborze algorytmów ani w złośliwości losu, ale w nas samych, w naszym wewnętrznym kompasie, który z jakiegoś powodu wskazuje kierunek, który jest dla nas destrukcyjny.
Zauważ, że często wybieramy osoby, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się „wyzwaniem”. Ta iskra, ten dreszczyk emocji, który czujesz, gdy rozmawiasz z kimś, kto jest nieco tajemniczy, zdystansowany, lub ma w swoim profilu nutę nieokreślonej melancholii. To właśnie ten rodzaj niedostępności działa na naszą psychikę jak katalizator. Gdy nasz mózg styka się z niedostępnością, uruchamia się w nim mechanizm poszukiwania nagrody, który jest znacznie silniejszy niż w przypadku dostępności. To zjawisko ewolucyjne – to, co trudne do zdobycia, wydaje się mieć większą wartość. Problem jednak w tym, że ta dynamika działa tylko w fazie początkowej, w okresie oczekiwania i fantazjowania. Kiedy jednak wchodzimy w realną relację, ta niedostępność, która była tak pociągająca, staje się źródłem cierpienia. Wybieramy więc kogoś, kto z góry jest nie do końca osiągalny, a potem cierpimy, że nie możemy go w pełni osiągnąć, utwierdzając się w przekonaniu, że znowu wybraliśmy źle. Tymczasem to my, świadomie lub nie, zignorowaliśmy wszystkie czerwone flagi, które wskazywały na jego niedostępność, skupiając się wyłącznie na obietnicy emocjonującego pościgu.
Ta dynamika często ma swoje korzenie w naszym dzieciństwie i wykształconych wówczas schematach przywiązania. Jeśli w dzieciństwie musieliśmy na miłość rodziców ciężko pracować, zabiegać o nią, lub doświadczaliśmy jej warunkowości, to w dorosłym życiu będziemy powtarzać ten wzorzec, szukając partnerów, którzy również będą nas trzymać w niepewności. Będziemy podświadomie wybierać tych, których musimy „zdobyć”, bo tylko wtedy poczujemy się warci miłości. To uczucie, które nazywamy „chemiką” i „iskrą”, często jest właśnie rozpoznaniem przez nasz mózg znajomego wzorca emocjonalnego – znajomego, a niezdrowego. Prawdziwa, spokojna miłość, która nie wymaga nieustannego udowadniania swojej wartości, często nie wywołuje tego samego poziomu adrenaliny, dlatego bywa przez nas mylnie odczytywana jako nuda lub brak pociągu. Tak więc na portalach randkowych, wśród setek profili, wybieramy te, które obiecują nam znajomy, choć bolesny, schemat. Wybieramy osobę, która jest nieco chłodna, nieco nieobecna lub która ma już na swoim koncie wiele nieudanych relacji, bo podświadomie wierzymy, że to my będziemy tą wyjątkową osobą, która go zmieni. Ta potrzeba „naprawy” drugiego jest szczególnie zgubna, ponieważ opiera się na złudzeniu, że jesteśmy w stanie wypełnić czyjeś emocjonalne pustki, co jest misją niemożliwą do wykonania.
Kolejnym kluczowym elementem, który wpływa na nasze wybory, jest zjawisko projekcji, które w kontekście portali randkowych przybiera na sile. Widzimy zdjęcie, które oddaje czyjś urok, przystojny wygląd, uśmiech, a nasz umysł natychmiast dopisuje do niego historię idealnego życia, które mógłby nam zapewnić. Zwracamy uwagę na jedno, konkretne zdanie w profilu, które pasuje do naszego światopoglądu, i uznajemy to za dowód na głębokie duchowe pokrewieństwo. Ta projekcja jest pułapką, bo w rzeczywistości nie wybieramy osoby, która jest przed nami, ale wybieramy naszą własną, wyidealizowaną wizję tej osoby. Im bardziej puste i samotne jest nasze własne życie, tym więcej treści rzutujemy na nieznajomych. Nie widzimy ich wad, nie słyszymy ich prawdziwych głosów, nie doświadczamy ich codziennych nawyków. Widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć. Gdy w końcu dochodzi do spotkania, a rzeczywistość brutalnie kruszy nasze wyobrażenia, czujemy się oszukani, choć tak naprawdę oszukaliśmy samych siebie. Nie wybieraliśmy niewłaściwych osób – wybieraliśmy właściwe obrazy, które były tylko naszymi wytworami.
Spójrzmy również na to, jak wykorzystujemy same narzędzie, jakim są portale randkowe. Jest to swoisty paradoks wyboru. Mamy dostęp do tysięcy potencjalnych partnerów, co teoretycznie zwiększa nasze szanse, ale w praktyce wprowadza nas w stan analizy porównawczej, która jest wrogiem autentycznej więzi. Przeglądając profile, często kierujemy się kryteriami bardzo powierzchownymi i jednocześnie zbyt rygorystycznymi. Szukamy kogoś, kto jest lepszy, ładniejszy, bardziej utalentowany od poprzedniego. To perpetuum mobile niezadowolenia, które sprawia, że ciągle wybieramy albo kogoś, kto jest dla nas za dobry (co napędza naszą niepewność), albo kogoś, kto jest niedopracowany (ale ma potencjał, który my dostrzeżemy). W tym natłoku opcji łatwo jest pomylić kogoś, kto jest zwyczajnie niekompatybilny, z kimś, kto jest wyzwaniem. Zaczynamy mylić czerwone flagi z cechami charakteru, które możemy polubić z czasem. To mechanizm znany z ekonomii behawioralnej – im więcej opcji, tym większe prawdopodobieństwo, że dokonamy nieoptymalnego wyboru, kierując się emocjami chwili lub stronniczością poznawczą, zamiast zdrowym rozsądkiem.
Przyjrzyjmy się teraz motywacji, która stoi za naszym wyborem profilu, na który klikamy. Czy to jest naprawdę poszukiwanie partnera, czy raczej poszukiwanie aprobaty? Często ciągle wybieramy osoby, które nas nie chcą, ponieważ daje nam to dziwną satysfakcję – utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy ofiarami, że miłość jest trudna, a my jesteśmy niekochani. To bardzo bolesny, ale też wygodny mechanizm, ponieważ zwalnia nas z odpowiedzialności za zmianę. Gdy spotykamy kogoś, kto jest od razu gotowy na związek, kto nie gra gier, to często odbieramy to jako coś podejrzanego. Nie ufamy takiej dostępności, bo nie pasuje do naszego scenariusza, w którym miłość trzeba zdobyć. Wybieramy więc tych, którzy są niedostępni, bo nie musimy się bać, że naprawdę się w nich zakochamy i stracimy kontrolę. To podstępna, często nieuświadomiona gra, w której wybieramy nie tych, z którymi możemy być szczęśliwi, ale tych, z którymi możemy odgrywać znajomy, dramatyczny spektakl.
Czasem jest też tak, że „niewłaściwa osoba” jest po prostu kimś, kto jest dla nas zbyt podobny. Szukamy drugiej połówki, która będzie naszym lustrzanym odbiciem, która będzie miała te same zainteresowania, ten sam poziom energii, ten sam bagaż doświadczeń. A jednak, gdy znajdujemy taką osobę, szybko okazuje się, że ta harmonia jest pozorna. Związek dwóch osób, które mają podobne słabości, może być destrukcyjny, ponieważ żadna z nich nie ma siły, by wyciągnąć drugą z dołka. Wybieramy więc kogoś, kto jest niekompatybilny w inny sposób – może jest zbyt chaotyczny, gdy my jesteśmy pedantami, lub zbyt spokojny, gdy my potrzebujemy ciągłej stymulacji. Ta pozorna niekompatybilność jest jednak dla nas atrakcyjna, bo obiecuje wypełnienie naszej luki. Liczymy na to, że druga osoba nas uzupełni, na przykład że jej ciepło ogrzeje nasz chłód. Ale prawda jest taka, że nikt nie może nas uzupełnić, jeśli sami nie jesteśmy całością. Wybieranie kogoś, kto jest naszym przeciwieństwem, w nadziei, że to nas uszczęśliwi, jest więc błędem, który wynika z naszego własnego poczucia niekompletności.
Ważnym aspektem, który często determinuje nasze wybory, jest także strach przed samotnością, który sprawia, że stajemy się mniej wymagający i bardziej podatni na manipulację. Widząc profil kogoś atrakcyjnego, od razu dopuszczamy do siebie myśl, że to może być nasza ostatnia szansa na znalezienie miłości. Ten lęk wypacza naszą ocenę sytuacji. Zaczynamy idealizować nawet oczywiste wady, takie jak brak pracy, niepoukładane sprawy z byłym partnerem czy uzależnienia. Tłumaczymy sobie, że „z każdym może się to zdarzyć”, albo że „dzięki mnie zmieni swoje życie”. Ta desperacja sprawia, że celowo ignorujemy sygnały ostrzegawcze, które w innych okolicznościach uznalibyśmy za dyskwalifikujące. Wybieramy więc osobę, która jest ewidentnie dla nas zła, ale która daje nam chwilowe złudzenie, że nie jesteśmy sami. To wybór z pozycji słabości, który nigdy nie prowadzi do szczęścia.
Rzućmy teraz okiem na kwestię tego, co w psychologii nazywamy „atrakcyjnością toksyczną”. Są pewne typy osobowości – narcyzi, osoby z silnymi cechami antyspołecznymi, osoby o unikającym stylu przywiązania – które są przereprezentowane na portalach randkowych, ponieważ często zmieniają one partnerów, nie mogąc utrzymać relacji. Ich sposób bycia jest często bardzo magnetyczny. Na początku obsypują nas komplementami, sprawiają, że czujemy się wyjątkowi, co jest dla nas bardzo uzależniające. Ta faza nazywana jest „love bombing”. Następnie, gdy już nas zdobędą, następuje faza chłodu i wycofania. My, czując ten chłód, wpadamy w panikę i robimy wszystko, by wrócić do początkowego stanu błogości. Wpadamy w pułapkę, która opiera się na biologicznym mechanizmie nagrody i kary, który jest znacznie silniejszy niż równomierny, przewidywalny przepływ uczuć. Wybierając kogoś takiego, mylimy dramat i chaos z namiętnością. Nie widzimy, że ten intensywny rollercoaster emocjonalny to znak ostrzegawczy, a nie dowód na głębokie uczucie.
Co zatem możemy zrobić, aby przerwać ten cykl? Przede wszystkim, zanim ponownie zalogujesz się na portal randkowy, musisz zmienić swoją strategię. Zamiast kierować się pierwszą, impulsywną reakcją, opartą na zdjęciu i kilku słowach, postaraj się spojrzeć na profil jak na zagadkę. Zamiast pytać: „Czy ta osoba mi się podoba?”, zapytaj: „Czy ta osoba jest dla mnie dobra? Czy jej styl komunikacji i wartość, jaką reprezentuje, są zgodne z moimi?” Wprowadź w swoje poszukiwania kryteria, które dotyczą nie wyglądu zewnętrznego, ale wewnętrznej treści. Sporządź sobie listę cech, które są dla ciebie absolutnie niezbędne, ale nie są to cechy typu „wysoki, przystojny”, lecz cechy typu „potrafi rozmawiać o trudnych emocjach”, „szanuje moją przestrzeń”, „jest niezależny finansowo”, „nie ma nierozwiązanych problemów z poprzednimi związkami”. Ta lista pomoże ci zweryfikować twój instynkt, który często zawodzi.
Kolejnym, kluczowym krokiem jest nauka czytania czerwonych flag zanim się w nie zakochamy. Czerwona flaga nie jest dyskwalifikacją sama w sobie, ale sygnałem do zwolnienia tempa. Jeśli zauważysz, że druga osoba jest zbyt intensywna na początku, jeśli od razu mówi o waszej przyszłości po dwóch dniach rozmowy, to jest ostrzeżenie. Jeśli krytykuje wszystkich swoich byłych partnerów, jeśli jest niekonsekwentna w swoich opowieściach – to znaki, które należy traktować poważnie. Nasz mózg często chce je zignorować, bo jesteśmy głodni miłości. Ale to właśnie ignorowanie tych sygnałów jest głównym powodem, dla którego ciągle wybieramy niewłaściwe osoby. Musisz nauczyć się ufać swojej obserwacji, zanim zaufa się swoim emocjom. Emocje mogą cię oszukać, ale uważne spostrzeżenie – rzadziej. Jeśli coś cię niepokoi, nawet jeśli nie potrafisz tego nazwać, zatrzymaj się i przeanalizuj. Nie kontynuuj rozmowy tylko dlatego, że ktoś jest ładny.
Należy też zmienić tempo, w jakim wchodzimy w relacje z osobami poznanymi online. Wirtualna znajomość jest z natury rzeczy niepełna. Komunikacja pisemna pozwala na wielką idealizację, ponieważ sami dopisujemy intonację, mimikę i kontekst. Aby uniknąć projekcji, należy jak najszybciej przejść od pisania do rozmowy telefonicznej lub do realnego spotkania. To w kontakcie na żywo widzimy, czy jest między nami chemia, ale też widzimy, czy osoba jest taka, jak sobie ją wyobrażaliśmy. Spotkanie weryfikuje fantazje i często okazuje się, że to, co wydawało się idealne w sieci, w rzeczywistości jest zupełnie nieatrakcyjne. Pozwalając sobie na szybkie przejście do rzeczywistości, oszczędzamy sobie tygodni marnowania czasu na wyobrażanie sobie relacji z kimś, kto w rzeczywistości jest dla nas nieodpowiedni. To pozwala również zdystansować się od sztucznego poczucia bliskości, które tworzy się w korespondencji i które zaciemnia nasz osąd.
Musisz się również nauczyć odróżniać intrygującą niedostępność od zwykłego braku zainteresowania. Wiele osób myli te dwa pojęcia. Jeśli ktoś nie odpowiada na wiadomości przez kilka dni, to najprawdopodobniej nie jest tajemniczy – jest niezaangażowany. Zamiast widzieć w tym wyzwanie, zobacz w tym fakt: ta osoba nie jest na ciebie gotowa. Zamiast czekać na jej wiadomość, marnować czas na jej wyczekiwanie, zajmij się swoimi sprawami. Ta zmiana perspektywy jest fundamentalna. Zdrowy partner nie gra w gry, nie sprawdza twojej cierpliwości. Zdrowy partner odpowiada na wiadomości w rozsądnym czasie, jest punktualny, dotrzymuje obietnic, wykazuje się konsekwencją. To cechy, które w psychologii nazywane są „przewidywalnością” i są fundamentem poczucia bezpieczeństwa w związku. Jeśli wybierasz kogoś, kto jest nieprzewidywalny, to wybierasz niepokój, a nie miłość.
Przełom w kwestii wyboru odpowiedniego partnera następuje zwykle wtedy, gdy przestajemy szukać kogoś, kto nas „uzupełni”, a zaczynamy szukać kogoś, kto podzieli z nami naszą już pełnię. To bardzo ważna zmiana paradygmatu. Przestajesz być osobą, która szuka wybawcy, a stajesz się osobą, która ma wiele do zaoferowania i która szuka kogoś, kto ma równie wiele do zaoferowania. Kiedy twoje życie jest ciekawe, ambitne, wypełnione pasjami i przyjaźniami, nie będziesz już wybierać kogoś tylko po to, by uciec od samotności. Twoje kryteria staną się bardziej wyrafinowane. Przestaniesz być zdesperowany, a staniesz się selektywny. A selektywność, w przeciwieństwie do tego, co mogą mówić niektórzy, nie jest wybrednością. Jest to zdrowa umiejętność odróżniania tego, co dobre dla nas od tego, co jest dla nas toksyczne, nawet jeśli toksyczne jest bardziej ekscytujące na pierwszy rzut oka.
W praktyce oznacza to, że musisz być gotów odrzucić tych, którzy do ciebie nie pasują. Wiele osób boi się być odrzuconym, ale jeszcze więcej osób boi się samo odrzucać. Boimy się, że jak teraz powiemy „nie” tej jednej osobie, to już nikt inny się nie pojawi. Ale to strach, nie logika. Każde świadome powiedzenie „nie” komuś, kto jest dla nas nieodpowiedni, otwiera drzwi do spotkania kogoś, kto jest odpowiedni. Każdy dzień spędzony na czekaniu na wiadomość od niezaangażowanego partnera to dzień stracony, który mógłby być wykorzystany na poznanie kogoś wartościowego. Więc zamiast dawać szansę każdej osobie, która napisze, daj szansę tylko tym, którzy wzbudzają w tobie spokój, a nie tylko niepokój. Ucz się żegnać z ludźmi, którzy wykorzystują twój czas. To umiejętność, która wymaga odwagi, ale jest absolutnie niezbędna, aby przestać wybierać niewłaściwe osoby.
Podsumowując, odpowiedź na pytanie, dlaczego ciągle wybierasz niewłaściwe osoby, jest prosta i trudna jednocześnie: wybierasz je, ponieważ nie znasz jeszcze siebie na tyle, by wybierać dobrze. Gdy nauczysz się rozpoznawać swoje schematy, swoje lęki i swoje prawdziwe potrzeby, przestaniesz widzieć w nieznajomych obietnicę zbawienia i zaczniesz widzieć w nich ludzi, którzy mogą być dla ciebie bezpiecznym towarzyszem. Przestaniesz ulegać magii niedostępności, a zaczniesz czerpać siłę z autentyczności i przewidywalności. To nie jest mniej romantyczne – to jest romantyczne w dojrzały, prawdziwy sposób. Pamiętaj, że portal randkowy to tylko narzędzie, a nie wyrocznia. To ty nadajesz mu znaczenie i to ty kształtujesz swoją ścieżkę miłości. Nie szukaj więc kogoś, kto sprawi, że twoje serce będzie bić szybciej z niepewności; szukaj kogoś, przy kim twoje serce będzie bić spokojnie, bo wreszcie jest w domu. Zmiana zaczyna się w twojej głowie, a nie w aplikacji. Dopiero wtedy, gdy uwolnisz się od wewnętrznego przymusu szukania emocjonalnego chaosu, algorytm, który do tej pory cię pogrążał, zacznie działać na twoją korzyść, bo wreszcie będziesz wiedział, czego tak naprawdę szukasz.
